Blog
Wrażenia z obozu harcerskiego
Wtorek, 21 Lipiec 2009 13:09

18- go lipca z samego ranka Krzyś, ja oraz nasi znajomi, pojechaliśmy w odwiedziny do naszych dzieci, przebywających na obozie harcerskim w przepięknej miejscowości zwanej Mikaszówka nad samiutkim Kanałem Augustowskim. Z tego co słyszałam nazwa wsi ma związek z pobliskim jeziorem Mikaszewo, natomiast ludność, która tam osiadła zajmowała się głównie wyrębem drzewa. Mikaszówka była też ulubionym miejscem wypoczynku Jana Pawła II, zanim został jeszcze Papieżem. Widoki tamtejsze to poezja i uczta dla oczu. Każda część Kanału Augustowskiego jest inna a przyroda jest wyjątkowa czego przykładem jest chociażby Puszcza Augustowska.

Byłam tam bardzo krótko, ale widoki i klimat prawdziwej sielanki dogłębnie mnie zachwyciły.

W przydrożnym „kiosku gastronomicznym” mieliśmy okazję zjeść flaczki podgrzewane na palniku w garnuszku marki- babciny, a nie jak to już zwykle bywa w mikroweli.
No i jak już dotarliśmy do obozu to naszym oczom ukazał się najpierw wielki drewniany szlaban, stróżówka i kilkanaście ( o ile nie więcej) rozstawionych namiotów. Nie zabrakło także „latryny”, która również schowana została pod namiotem. Zaraz obok swoją siedzibę podnamiotową miała pani Piguła (pielęgniarka) oraz ratownik, który o dziwo w swoim namiocie miał dużą, białą kanapę. Doszliśmy do wniosku, że chłopak lubi wygodę i poszliśmy dalej zwiedzić „stołówkę”, która również mieściła się pod namiotami. Naszym oczom ukazały się wielkie kotlety schabowe – rozmiar XL, które nasze dzieciaki prawie połykały nie krojąc na kawałki. Tak… dla niektórych właścicieli ‘niejadków” mogło to być szokiem. Wynika z tego, że dzieciaki styrane po wielogodzinnej zabawie bądź kilku kilometrowej wycieczce, zjadają wszystko co znajdą  na talerzu. W przypadku mojego Karola oczywiście nie zauważyłam znaczącej różnicy. Po posiłku dzieciaki musiały umyć swoje naczynia w wielkiej bali z wodą z płynem i opłukać je później używając chochli nad dołem pokrytym siatką, na wypadek gdyby bezcenne naczynie wypadło z rąk. Wszystko bardzo zmyślnie zrobione, natomiast przygotowanie takiego obozu musiało być na pewno straszliwie pracochłonne i wymagało wielu rąk.  Jedyne co było dla nas dyskomfortem to cała masa komarów, które zdecydowanie wybrały sobie nas jako docelowy przystanek. Karol też wyglądał nietęgo z pogryzionymi przez komary nogami i rękami, ale poza tym był dumny i zadowolony że przetrwał taką szkołę życia. Mieliśmy również okazję wykąpać się w Kanale Augustowskim a także przyjemność uczestniczyć w obozowym ognisku harcersko- zuchowskim. Mimo, że nasz pobyt w obozie był tylko jednodniowy i wymagał przejechania 280 km w jedną stronę to warto było. Ognisko było rewelacyjne a zabawy przy nim, tańce i śpiewy wywołały na nas ogromnie pozytywne wrażenie. I tu należy się szacunek dla komendanta zuchów Krzysztofa, który nie tylko rozbawiał zuchy, ale również całą obozową społeczność. Oby w harcerstwie takich ludzi nigdy nie zabrakło. Przypuszczam, że gdyby nie niszczycielskie komary oraz perspektywa deszczu porannego zostalibyśmy w Mikaszówce dłużej, ale napewno odwiedzimy jeszcze te strony nie raz.
 
Morze
Piątek, 17 Lipiec 2009 12:26

MorzeJeszcze tylko chwilka i będziemy nad naszym wspaniałym morzem, gdzie mewy latają, rybę zamiast świeżej to często mrożoną dają, a jak już jest świeża to majątek kosztuje, gdzie deszcze częściej są niż słońce świeci a ludzie kupują tandety, których normalnie nigdy by nie kupili. Atmosfera jest jednak wyjątkowa,
nasza ojczysta, sielankowa, i nigdzie za żadnymi granicami takiej nie ma. Tak naprawdę to już nie mogę się doczekać. Co rok taki wypad daje mi pałera na następny rok pełen kolejnych niespodzianek. Znowu zobaczę wielką plażę w Sopocie i straszne tłumy we Władysławowie do tego stopnia, że koca nie ma gdzie wcisnąć a dzieci po głowie prawie biegają i sypią piaskiem w oczy. Jakież to urocze:-).

MorzeSzkoda tylko, że nie zobaczę w tym roku mojego ukochanego Mielna. Ta mieścina na zawsze zachowa się w moim sercu. Ale kto wie... może w przyszłym roku się uda. I będę miała okazję znowu skosztować sławetnej zapiekanki z pieca XXL bo tylko tam robią takie dobre i takie duuuże:-). Tam właśnie widziałam  najpiękniejszy zachód słońca jaki można sobie wyobrazić, siedząc na zimnym piachu i wdychając zapach ryb z kutra. Ale warto było. Najważniejsze że wreszcie będzie czas na odpoczynek bo bardzo nam go brakuje. Ostatnie miesiące dały się we znaki, więc chcemy po prostu...spokoju. Żadnych telefonów, komputerów, telewizorów,radia, polityki, świńskiej grypy, katastrof lotniczych  itd. Tylko odpoczywać i wylegiwać się na kocu. Zajadać kręcone lody, gofry z bitą śmietaną i z całą masą owoców - najlepiej jagód i uśmiechać się na granatowo. Tylko nasza trójeczka, plaża i morze...  

 
18 kwietnia 2009
Wtorek, 19 Maj 2009 11:26

I stało się!!!

18 kwietnia 2009Przyjęcie, chociaż małe super się udało, goście dopisali i uśmiechy każdemu towarzyszyły. Noo prawie każdemu bo zawsze znajdzie się jedna osoba której coś nie pasuje
i próbuje innym zepsuć zabawę. No cóż.. postaramy się rzucić to w niepamięć, choć łatwo nie będzie zapomnieć o niezaśpiewanym toaście i  piorunów bijących z oczu:-). Tutaj podziękowania dla mojej siostry, z której jestem dumna bo to najwspanialsza osoba jaką znam. Dziękuję Kasia :-) A niektórzy niech się wstydzą:-). Więc, tak jak pisałam wcześniej, wszystko wyszło cudownie łącznie z tańcami, hulańcami i kazaczokiem z różą w zębach:-). Sawka, ukłony za muzę - jesteś wielki;-]. Chciałabym parę słów jeszcze dla Agi mojej napisac. Co prawda żadne słowa tego nie wyrażą, ale dziękuję Ci droga przyjaciółko za cierpliwość do mnie przez ostatnie lata, za to że byłaś moją spowiedniczką i podporą:-). Dziekuję za Twoje ciepłe serducho i wiedz, że zawsze będę  pamiętała o wszystkim co dla mnie zrobiłaś. A teraz czekam na ten TWOJ wielki dzień z niecierpliwością;-)  

 

Powiedz mi, jak mnie kochasz? Powiem.. Więc? Kocham Cię w słońcu i przy blasku świec,W wielkim wietrze, Na szosie i na koncercie, W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.I gdy śpisz. Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.I wiosną, kiedy jaskółka przylata. A latem jak mnie kochasz?Jak treść lata. A gdy zima posrebrzy ramy okien?Zimą kocham Cię jak wesoły ogień.Blisko przy twoim sercu. Zawsze koło niego.„
K. I. Gałczyński

18 kwietnia 2009Pomimo zmęczenia byłam szczęśliwa, że ten dzień nastąpił, i że tyle nam się udało przetrwać aż do tej chwili, powalając wszystkie przeciwności losu na łopatki.
Kochanie: warto było.
Teraz każdy dzień to krok do przodu. Robimy wszystko żeby nie zmarnować nawet minuty z naszego życia bo przecież teraz zostało nam się tylko cieszyć z tego co mamy.
A to jeszcze nie koniec.

„Małżeństwo jako długa rozmowa. Wstępując w związki małżeńskie należy postawić sobie pytanie: czy sądzisz, że będziesz mógł z tą kobietą do późnego wieku z przyjemnością prowadzić rozmowy? Wszystko inne jest w małżeństwie przejściowe, ale przeważna część obcowania przypada na rozmowę."
F. Nietsche

Dziękuję wszystkim, którzy byli z nami w tym dniu oraz tym, którzy bardzo chcieli być, ale zły los i niesprzyjające okoliczności nie pozwoliły im na to. Ula, Bartku - będzie jeszcze tysiące okazji żeby to sobie nadrobić.
No i oczywiście dziękuję koleżankom z pracy, które zechciały przybyć na mój ślub pomimo burzy, błyskawic i ulewy deszczu oraz długiej… długiej trasy. To była dla mnie niesamowita niespodzianka i ogromna radość. No i rzadko się zdarza żeby Warszawa do „Sołtyków” na ciastka przyjeżdżała ;-).
A teraz „znowu zwykły dzień”, świeci słońce i coraz bliżej do lata, więc włóżmy trochę optymizmu w kieszeń i chodźmy przenosić te góry...  :-)
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 Następna > Ostatnie >>

Strona 3 z 4