|
To był wtorek. Poranek bardzo deszczowy, ale niezbyt chłodny jak na jesień. Założyła więc płaszcz, wsunęła parasol do torebki i wyszła z domu. Rzeczywiście, polska, złota, deszczowa jesień. Do przychodni jest całkiem niedaleko, więc spacer to bardzo dobry pomysł. Wreszcie odrobina świeżego powietrza dobrze jej zrobi tym bardziej, że siedzenie w domu potrafi być bardzo uciążliwe przynajmniej dla osoby, która od zawsze udzielała się zawodowo. - Może Cię podwieźć – usłyszała głos sąsiada - Nie, nie, dziękuję. Spacer to najlepsze czego dzisiaj potrzebuję.
Szła tak może 20 min zanim dotarła do przychodni. Może uda się bez żadnej kolejki szybko załatwić sprawę- pomyślała. W szatni na dole zostawiła płaszcz i weszła na drugie piętro, gdzie znajdowała się pracownia diagnostyki laboratoryjnej. Tam, jak się okazało, sznur ludzi do okienka rejestracyjnego. No cóż… jakoś trzeba wystać. Skoro już przeszła taki kawałek drogi to szkoda wracać bez niczego. Badania trzeba zrobić. Koniec i kropka. Jak się okazało czas się bardzo dłużył a i ludzie nie byli wobec siebie zbyt uprzejmi. - Pani tu nie stała – skrzywiła się jedna dama, - Ależ stałam tyko usiadłam na chwilkę – odpowiedziała druga, - To trzeba było stać jak wszyscy bo tak to kolejka się powiększa zamiast zmniejszać,
- Mogła pani też sobie usiąść, po co pani stoi, - jakbym usiadła to bym już nie wstała, - a to już nie moja wina.
No i kto by pomyślał, że starsze panie mają tyle ciętego języka. A ona słuchała tej wymiany zdań i coraz słabiej się czuła. Duszno tu – pomyślała- ale już niedługo. Jeszcze dwie osoby przed nią. Tylko dwie… jeszcze tylko jedna. Coraz słabiej.. czuje jak poty ją oblewają, nogi jak z waty a ręce drętwieją. Nie dam rady – myśli w duchu – oby tylko do okienka dojść. I wreszcie jej kolej… osunęła się po ścianie w osłabieniu. No to koniec. Nie ma telefonu żeby zadzwonić. I co teraz.. - ale te badania będą płatne – krzyknęła pielegniarka z okienka – dowód poproszę, Z całych sił podniosła się z podłogi i drżącymi rękami podała dowód - wiem, że płatne – powiedziała i słabym krokiem podeszła do krzesełek żeby się choć na chwilkę położyć. Nieważne, że ludzie patrzą.. zemdleje jeśli się nie położy. Nikt nie pyta jak się czuje, nikt do niej nie podchodzi, nikt nie chce pomóc… nikt nie zawołał lekarza. Patrzą tylko jak na pijaczkę, która przesadziła z alkoholem. - jest pani w stanie dziś zrobić te badania? – krzyknęła pani z okienka, - tak, jak już doszłam to zrobię – wyszeptała - 190 zł proszę – ponownie krzyknęła, Wstała z krzesełek i podeszła do okienka - nie mam 190 zł – powiedziala – mam 150, ale doniosę jeszcze dziś resztę przy odbiorze wyników. Pani w okienku niezadowolona przystała w końcu na to i dała skierowanie do gabinetu pobrań. Weszła tam na szczęście już bez czekania na swoją kolej i usiadła przed pielęgniarką. - Boże, jaka pani blada – powiedziała tamta – wszystko w porządku? - Już lepiej, ale przed chwilą trochę zasłabłam – odpowiedziała ona – jestem w ciąży i słabo się czuję. - I co? Nikt nie wezwał lekarza? Jak to możliwe? – powiedziała zbulwersowana pielęgniarka. - Nikt… - No i niech pani zobaczy jacy ludzie są teraz. Ludzie, w których nic już z człowieka nie ma.
|