Blog
Co z tą Polską?
Czwartek, 26 Sierpień 2010 16:59
Postanowilam napisać o problemie (bo nie nazwę tego inaczej) płatnych szczepień dla niemowląt. Każdy mały człowiek jak to powszechnie wiadomo podlega szczepieniom, które to w normalnych krajach są zapewne bezpłatne. U nas też jak najbardziej, ale… w wersji „gorszej”. Jeśli rodzic chce dla swojego bobasa wersje „lepszą” musi niestety zapłacić i to nie bagatela 130 zł.  Ponieważ takich szczepień jest na początku trzy, więc trzeba przeznaczyć na podstawowe szczepienie 390 zł. Nie wiadomo jednak (przynajmniej mnie nie poinformowano) czym się różni ta wersja lepsza od gorszej. Ale to jeszcze nie koniec. Wskazane jest aby również zaszczepić dziecko na rotawirusa oraz pneumokoki. Wszelkie reklamy nam o tym przypominają oraz ulotki i wywieszki w przychodniach. KONIECZNIE zadbaj o zdrowie Twojego maleństwa. No dobra. Postanowiłam być mądrą i dobrą matką i zaczepić córcię na jedno i drugie. No i tu zaczynają się schody. Jedna szczepionka na rotawirusa kosztuje jakieś 400 zł a trzeba zaszczepić  2 razy w odstępie czasowym 6 tygodni. To mamy już 800 zł. Szczepionka na pneumokoki kosztuje 260 zł  i również nie podaje się jej tylko raz lecz dwa razy. No więc moje pytanie jest krótkie? Czy wszystkich rodziców stać na takie szczepienia? Wychodzi na to że szczepionki to jest komfort, który może spotkać tylko maleństwa, których rodzice mają na to fundusze. A te dzieciaczki z  biedniejszych rodzin nie mogą zostać zaczepione bo rodziców nie stać, mimo że tak głośno się takie szczepienia zaleca w mediach i nie tylko w mediach. W takim kraju właśnie żyjemy. Gdzie żeby ustrzec własne dzieci przed chorobami trzeba zarabiać dużo powyżej średniej krajowej. Ale… jak to niektórzy uważają : „ trudno, będziemy jeść chleb z masłem, ale dla dzieciaka wszystko”. Czy tak właśnie powinno być w cywilizowanym kraju gdzie płaci się niemałe podatki między innymi na służbę zdrowia? Cóż… jednym słowem: ręce opadają.
 
Znieczulica
Piątek, 05 Marzec 2010 07:48
Zastanawiałam się ostatnio, jak ogromna znieczulica dopadła ludzi na ulicach, w tramwajach,w autobusach, w sklepach, marketach, na przystankach, w samochodach, w przychodni, na poczcie. Wszędzie gdzie sięgnąć wzrokiem. Przerażające to jest bo wygląda na to, że gdzie się nie ruszysz, patrzysz na swojego potencjalnego wroga, który nie odezwie się dopóki nie zaczniesz domagać się swoich praw. Bo czyż kobieta w ciąży nie ma prawa poprosić o przepuszczenie jej w kolejce, ustawionej do kasy pierwszeństwa? Otóż NIE MA PRAWA. Bo znajdzie się jeden pan – zaznaczę, młody i krzepki-  który z oburzeniem powie: ALE TO JEST KASA DLA INWALIDÓW! Co wtedy trzeba zrobić? Trzeba  mu pokazać palcem, że na tabliczce oprócz znaczka inwalidy jest również namalowana kobieta w ciąży. Wtedy pan wielce obrażony, burcząc coś nieładnego pod nosem,  nie ma wyjścia i  wpuszcza biedną kobietę z wielkim brzuchem. Albo pani ustawiona do kasy pierwszeństwa, która widocznie oglada się za siebie i kilka razy mierzy wzrokiem pokaźny brzuszek pani w ciąży, która drepcze w miejscu żeby tylko zmieniać pozycje bo ustać już łatwo nie jest, ale w rzeczywistości udaje, że nie widzi. Jednym słowem kasy pierwszeństwa to wieczna walka kobiety, której to pierwszeństwo się należy ze znieczulicą społeczeństwa. I co mnie dziwi najbardziej,  ta znieczulica dotyczy tak samo kobiet jak i mężczyzn.  A przecież kobieta kobietę powinna najlepiej rozumieć. Nie ulega wątpliwości, że dochodzą do tego nerwy i stres, które nie są akurat potrzebne małemu mieszkańcowi brzuszka. Identyczna sytuacja jest w autobusach czy tramwajach. Tu co prawda nie ma miejsc wyznaczonych dla potrzebujących bo i tak nic by to nie dało, ale panuje powszechna zasada: JAK ZOBACZYSZ STARSZĄ OSOBĘ BĄDŹ KOBIETĘ W CIĄŻY, ODWRÓĆ SIĘ  I UDAWAJ ŻE NIC NIE WIDZISZ. Ta zasada się świetnie sprawdza. No, więc w autobusie tez trzeba walczyć o swoją pozycje. Najlepiej jest jeździć z dzieckiem bo wtedy Ty kasujesz bilet a dziecko wpada do autobusu i zajmuje miejsce dla ciężarnej mamy. Jest wtedy szansa, że jazda nie będzie męczarnią. Przyznam się, że patrząc na moje dziecko martwię się w jakim świecie będzie się wychowywalo. Czy ta podła rzeczywistość nie zmieni kiedyś jego wielkiego i ciepłego serduszka? Dobroci i wrażliwości? Nie zawsze będę mogła ochronić go przed złośliwością tego świata. No cóż, reasumując… co pozostaje kobiecie w zaawansowanej ciąży? Najlepiej nie wychodzić z domu, poza spacerkami do parku. Wtedy przynajmniej zaoszczędzimy sobie nerwów. Aleee… czy to jest realne do zrobienia? Niestety nie zawsze. No więc drogie panie, pozostaje nam codzienna walka ze znieczulicą :-).
 
20-sty tydzień
Środa, 30 Grudzień 2009 14:27

20 tydzienWiemy już napewno, że będzie córunia. Cos wspaniałego oglądać takie małe cudo ssące własnego paluszka. Aż łezka zawitała w oku. Niunia już jest taka duża, że nie sposób ją zmierzyć w całości, ale czuję jak się wierci w swoim małym, ciasnym domku.

I już jest na tyle silna, że nie szczędzi mi delikatnych kuksańców.  Mogliśmy zauważyć również jak otwiera buźkę i połyka wody płodowe. Od nowa sobie przypominam ile szczęścia daje dźwięk bijącego serduszka. Zapomina się przy tym o wszelkich dolegliwościach jakie towarzyszą ciąży. No cóż.. to już półmetek.

Czas szybko leci a radość coraz większa… z każdym dniem i każdym kopnięciem małej istotki.

 
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 4